Nie pomogły modły, rytuały i zaklęcia. Na nic zdały się dobre rady Perfekcyjnej Pani Domu, stosy aspiryny, litry soku z czosnku. Nie pomogła nawet interwencja Ryszarda Cebuli. Przyszedł nieproszony, nie zapukał, nie uprzedził. Nawet nie zadzwonił. A numer startowy czekał przypięty do koszulki, czip elegancko wpleciony w prawy but marzył o przekroczeniu linii startu, o mecie nie wspominając.
Mikrob zaatakował gardło i zatoki. Jedyne co mogłem zrobić to kibicować berlińczykom przed telewizorem, a warszawiakom z okna. Wiem przynajmniej z relacji w tiwi, że nie wolno wyprzedzać pacemakera do 35 kilometra, zwłaszcza jak się biegnie na 2,15 h. Tego się trzymam. Kolejna maratońska próba za niecały rok.





